Bylas przeczuciem wiosny,
Rzeka zamarznieta lodem,
Boginia skrytego czaru,
Trwoga przed Bogiem...
Jestes udreka,
Niespelnionym marzeniem,
Nienapisanym wierszem,
Niezaistnieniem...
Bedziesz cisza o poranku,
Kluczem gesi w locie,
Szeptem kochankow,
Wytchnieniem tesknocie...
J. Andre Jeski
Nowy Jork, 17-go marca, 1997 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu, bez zgody autora, stanowi naruszenie praw autorskich i moze byc scigane sadownie.
All about legal aspects of life in the United States, as well as about other topics of the daily life, in all its shades. This is an attorney advertising in compliance with NYS Ethical Rules. The website is meant for general information and not legal advice. Prior results do not guarantee similar outcome. No attorney-client relationship exists by viewing this website or submitting an e-mail. I cannot gurantee a privacy of any e-mail on the web.
Showing posts with label nowa. Show all posts
Showing posts with label nowa. Show all posts
Monday, September 22, 2014
Friday, August 22, 2014
Z NIENAPISANYCH LISTOW DO M. II
Przyszlas srodkiem zimy, od mrozu skostniala,
I zapatrzylas sie w okno komputera...
Zanim oddalas sie zapomnieniu,
Usmiechnelas sie do mnie,
Blyskajac biela zebow ostrych.
I odlecialas pelna wiosna.
Zielenia oczu, nie obietnica raju, mnie zdobylas.
Jasna fala wlosow odgrodzilas od swiata,
Naszkicowanego ostroscia rysow swoich.
I wyszlas, na jego zewnetrzna orbite,
By obserwowac moj niebyt,
Pozbawiony Twojego usmiechu.
Bladoscia twarzy odtracilas moja obecnosc,
Potokiem niewypowiedzianych slow draznilas.
Dobijalas milczenia sztyletem, bezlitosnie,
Rzucajac ochlapy zaciekawienia od czasu do czasu,
By gasic moje dni rowno
Z dzwiekiem dzwonow na Aniol Panski.
J. Andre Jeski
Nowy Jork, Maj, 1997 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu, bez zgody autora, stanowi naruszenie praw autorskich, i moze byc scigane sadownie.
I zapatrzylas sie w okno komputera...
Zanim oddalas sie zapomnieniu,
Usmiechnelas sie do mnie,
Blyskajac biela zebow ostrych.
I odlecialas pelna wiosna.
Zielenia oczu, nie obietnica raju, mnie zdobylas.
Jasna fala wlosow odgrodzilas od swiata,
Naszkicowanego ostroscia rysow swoich.
I wyszlas, na jego zewnetrzna orbite,
By obserwowac moj niebyt,
Pozbawiony Twojego usmiechu.
Bladoscia twarzy odtracilas moja obecnosc,
Potokiem niewypowiedzianych slow draznilas.
Dobijalas milczenia sztyletem, bezlitosnie,
Rzucajac ochlapy zaciekawienia od czasu do czasu,
By gasic moje dni rowno
Z dzwiekiem dzwonow na Aniol Panski.
J. Andre Jeski
Nowy Jork, Maj, 1997 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu, bez zgody autora, stanowi naruszenie praw autorskich, i moze byc scigane sadownie.
Thursday, July 10, 2014
CREDO
Na material poluje...
Taki prosty, szczery, szorstki.
Niegarbowany i niemalowany,
Najlepiej swojski.
Szukam o zyciu opowiesci,
Ktoras takze Twa historie zmiesci.
Tylko, otworz sie na promien lsnienia,
I przeczytaj zakurzone strzepy ody do marzenia,
Szkicowanej kiedys lotem dzikich gesi.
Alchemia slowa, esencja zycia,
Kobieta do odkrycia.
Ot, i caly moj interes.
Opowiadaj wiec, opowiadaj, dziewcze hoze,
Twa historie w zbior mych bajek dla doroslych wloze.
Opowiadaj wiec, gestami, usmiechami,
Twoich oczu odcieniami.
Mozesz tez slowami, pisanymi, szeptanymi...
Glosem aksamitnym, chropowatym...
Potem, utnij wszystko, tym spojrzeniem, lodowatym...
Szukam momentow zapomnienia,
Odcieni Twojego spojrzenia,
Zawislego na galeziach plant.
Szukam wrzesnia, ktory sie nie wroci,
I nocami w Nowym Jorku smuci.
Szukam Ciebie, szukam siebie,
Na bazarze wystrzepionych wspomnien,
Cerowanych pajeczyna zapomnienia...
J. Andre Jeski
Nowy Jork, wrzesien, 2011 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu be zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane prawnie.
Taki prosty, szczery, szorstki.
Niegarbowany i niemalowany,
Najlepiej swojski.
Szukam o zyciu opowiesci,
Ktoras takze Twa historie zmiesci.
Tylko, otworz sie na promien lsnienia,
I przeczytaj zakurzone strzepy ody do marzenia,
Szkicowanej kiedys lotem dzikich gesi.
Alchemia slowa, esencja zycia,
Kobieta do odkrycia.
Ot, i caly moj interes.
Opowiadaj wiec, opowiadaj, dziewcze hoze,
Twa historie w zbior mych bajek dla doroslych wloze.
Opowiadaj wiec, gestami, usmiechami,
Twoich oczu odcieniami.
Mozesz tez slowami, pisanymi, szeptanymi...
Glosem aksamitnym, chropowatym...
Potem, utnij wszystko, tym spojrzeniem, lodowatym...
Szukam momentow zapomnienia,
Odcieni Twojego spojrzenia,
Zawislego na galeziach plant.
Szukam wrzesnia, ktory sie nie wroci,
I nocami w Nowym Jorku smuci.
Szukam Ciebie, szukam siebie,
Na bazarze wystrzepionych wspomnien,
Cerowanych pajeczyna zapomnienia...
J. Andre Jeski
Nowy Jork, wrzesien, 2011 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu be zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane prawnie.
PYTANIA MALENKIEJ AGNIESZKI
Ta pani z wachlarzem, czy ona w necie mieszka?
Spytala mnie dzisiaj malenka dziewczynka, Agnieszka.
Dlaczego pytasz? Odparlem pytaniem zaskoczony,
A spojrzeniem, pomocy szukalem u jej mamy, Ilony.
Niestety, ta wzruszyla ramionami i do kuchni wyszla,
A mnie w glowie, tymczasem, taka odpowiedz blysla:
Agnieszko, sluchaj malenka, taka mysl mi przychodzi,
Ta z wachlarzem pani, w necie sobie zycie slodzi...
Kochala kiedys pewnego pana, bez granic, nad zycie,
Zaplacila za te milosc, w nadzieje brzemienna, sowicie.
Jej egzystencje odmierzaly kiedys czerwone roz paczki,
A teraz, coz, zostaly tysiace manuskryptow, i ksiazki.
A kiedy juz malenka i jej mama ode mnie wyszly,
Nowe mysli o "samotnych sercach w necie" mi przyszly:
Milosc i nadzieje, te transcendentne produkty oba,
Goldman Sachs, w pakiecie wiazanym, nam dzisiaj poda.
J. Andre Jeski,
Nowy Jork, 13-go marca, 2012 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu be zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane na drodze prawnej.
Spytala mnie dzisiaj malenka dziewczynka, Agnieszka.
Dlaczego pytasz? Odparlem pytaniem zaskoczony,
A spojrzeniem, pomocy szukalem u jej mamy, Ilony.
Niestety, ta wzruszyla ramionami i do kuchni wyszla,
A mnie w glowie, tymczasem, taka odpowiedz blysla:
Agnieszko, sluchaj malenka, taka mysl mi przychodzi,
Ta z wachlarzem pani, w necie sobie zycie slodzi...
Kochala kiedys pewnego pana, bez granic, nad zycie,
Zaplacila za te milosc, w nadzieje brzemienna, sowicie.
Jej egzystencje odmierzaly kiedys czerwone roz paczki,
A teraz, coz, zostaly tysiace manuskryptow, i ksiazki.
A kiedy juz malenka i jej mama ode mnie wyszly,
Nowe mysli o "samotnych sercach w necie" mi przyszly:
Milosc i nadzieje, te transcendentne produkty oba,
Goldman Sachs, w pakiecie wiazanym, nam dzisiaj poda.
J. Andre Jeski,
Nowy Jork, 13-go marca, 2012 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu be zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane na drodze prawnej.
Labels:
andre,
j.,
jeski,
literatura,
na emigracji,
nowa,
poezja,
polska
Subscribe to:
Posts (Atom)