Well, I shall, let me say, play,
This thing you call Game of Words.
And I might even till dawn stay,
To sort this great puzzle, of sorts.
I will in front of my screen sit,
Throughout the nights and days.
I will through window look a bit,
Smile to someone, without a face.
So, what would you say to me, from out there?
Woman, spending her nights by a computer?
Are your work-tired hands covered by grease?
Were you flown in here by plane, from overseas?
Where will you find someone so naïve, like me?
Willing to write these words at night, to Thee?
So, let me finish for now this Game of Words,
When I am here now and free of marital cords.
J. Andre Jeski
New York City, November 14, 2011
WARNING: Unauthorized use of the above material, without consent of its author, is a violation of copy rights and will trigger a legal action.
All about legal aspects of life in the United States, as well as about other topics of the daily life, in all its shades. This is an attorney advertising in compliance with NYS Ethical Rules. The website is meant for general information and not legal advice. Prior results do not guarantee similar outcome. No attorney-client relationship exists by viewing this website or submitting an e-mail. I cannot gurantee a privacy of any e-mail on the web.
Thursday, July 10, 2014
CREDO
Na material poluje...
Taki prosty, szczery, szorstki.
Niegarbowany i niemalowany,
Najlepiej swojski.
Szukam o zyciu opowiesci,
Ktoras takze Twa historie zmiesci.
Tylko, otworz sie na promien lsnienia,
I przeczytaj zakurzone strzepy ody do marzenia,
Szkicowanej kiedys lotem dzikich gesi.
Alchemia slowa, esencja zycia,
Kobieta do odkrycia.
Ot, i caly moj interes.
Opowiadaj wiec, opowiadaj, dziewcze hoze,
Twa historie w zbior mych bajek dla doroslych wloze.
Opowiadaj wiec, gestami, usmiechami,
Twoich oczu odcieniami.
Mozesz tez slowami, pisanymi, szeptanymi...
Glosem aksamitnym, chropowatym...
Potem, utnij wszystko, tym spojrzeniem, lodowatym...
Szukam momentow zapomnienia,
Odcieni Twojego spojrzenia,
Zawislego na galeziach plant.
Szukam wrzesnia, ktory sie nie wroci,
I nocami w Nowym Jorku smuci.
Szukam Ciebie, szukam siebie,
Na bazarze wystrzepionych wspomnien,
Cerowanych pajeczyna zapomnienia...
J. Andre Jeski
Nowy Jork, wrzesien, 2011 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu be zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane prawnie.
Taki prosty, szczery, szorstki.
Niegarbowany i niemalowany,
Najlepiej swojski.
Szukam o zyciu opowiesci,
Ktoras takze Twa historie zmiesci.
Tylko, otworz sie na promien lsnienia,
I przeczytaj zakurzone strzepy ody do marzenia,
Szkicowanej kiedys lotem dzikich gesi.
Alchemia slowa, esencja zycia,
Kobieta do odkrycia.
Ot, i caly moj interes.
Opowiadaj wiec, opowiadaj, dziewcze hoze,
Twa historie w zbior mych bajek dla doroslych wloze.
Opowiadaj wiec, gestami, usmiechami,
Twoich oczu odcieniami.
Mozesz tez slowami, pisanymi, szeptanymi...
Glosem aksamitnym, chropowatym...
Potem, utnij wszystko, tym spojrzeniem, lodowatym...
Szukam momentow zapomnienia,
Odcieni Twojego spojrzenia,
Zawislego na galeziach plant.
Szukam wrzesnia, ktory sie nie wroci,
I nocami w Nowym Jorku smuci.
Szukam Ciebie, szukam siebie,
Na bazarze wystrzepionych wspomnien,
Cerowanych pajeczyna zapomnienia...
J. Andre Jeski
Nowy Jork, wrzesien, 2011 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu be zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane prawnie.
PYTANIA MALENKIEJ AGNIESZKI
Ta pani z wachlarzem, czy ona w necie mieszka?
Spytala mnie dzisiaj malenka dziewczynka, Agnieszka.
Dlaczego pytasz? Odparlem pytaniem zaskoczony,
A spojrzeniem, pomocy szukalem u jej mamy, Ilony.
Niestety, ta wzruszyla ramionami i do kuchni wyszla,
A mnie w glowie, tymczasem, taka odpowiedz blysla:
Agnieszko, sluchaj malenka, taka mysl mi przychodzi,
Ta z wachlarzem pani, w necie sobie zycie slodzi...
Kochala kiedys pewnego pana, bez granic, nad zycie,
Zaplacila za te milosc, w nadzieje brzemienna, sowicie.
Jej egzystencje odmierzaly kiedys czerwone roz paczki,
A teraz, coz, zostaly tysiace manuskryptow, i ksiazki.
A kiedy juz malenka i jej mama ode mnie wyszly,
Nowe mysli o "samotnych sercach w necie" mi przyszly:
Milosc i nadzieje, te transcendentne produkty oba,
Goldman Sachs, w pakiecie wiazanym, nam dzisiaj poda.
J. Andre Jeski,
Nowy Jork, 13-go marca, 2012 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu be zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane na drodze prawnej.
Spytala mnie dzisiaj malenka dziewczynka, Agnieszka.
Dlaczego pytasz? Odparlem pytaniem zaskoczony,
A spojrzeniem, pomocy szukalem u jej mamy, Ilony.
Niestety, ta wzruszyla ramionami i do kuchni wyszla,
A mnie w glowie, tymczasem, taka odpowiedz blysla:
Agnieszko, sluchaj malenka, taka mysl mi przychodzi,
Ta z wachlarzem pani, w necie sobie zycie slodzi...
Kochala kiedys pewnego pana, bez granic, nad zycie,
Zaplacila za te milosc, w nadzieje brzemienna, sowicie.
Jej egzystencje odmierzaly kiedys czerwone roz paczki,
A teraz, coz, zostaly tysiace manuskryptow, i ksiazki.
A kiedy juz malenka i jej mama ode mnie wyszly,
Nowe mysli o "samotnych sercach w necie" mi przyszly:
Milosc i nadzieje, te transcendentne produkty oba,
Goldman Sachs, w pakiecie wiazanym, nam dzisiaj poda.
J. Andre Jeski,
Nowy Jork, 13-go marca, 2012 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu be zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane na drodze prawnej.
Labels:
andre,
j.,
jeski,
literatura,
na emigracji,
nowa,
poezja,
polska
"REQUIEM"
Kiedy zagraja nad grobem requiem dla mnie,
Nikt nie powie ze Mozartem slowa bylem.
Kiedy wyryja moje imie w drewnie, niezdarnie,
Salieriego duch oblednie nie zawyje.
Ale wbrew nieuchronnosci powyzszego,
Wbrew skolatanej jazni cierpieniu,
Slowa bede rzucal Ci szeptem, jak klody,
Szukajac ukojenia w zmeczeniu.
I kiedy w koncu to requiem mi smetnie zagraja,
Wyciagniesz postrzepionych mysli zwoje,
Ze szkatulki drewnianej zapomnienia,
I puscisz lze, czytajac do Ciebie modlitwy moje.
J. Andre Jeski
Nowy Jork, listopad, 1996 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu bez zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane na drodze prawnej.
Nikt nie powie ze Mozartem slowa bylem.
Kiedy wyryja moje imie w drewnie, niezdarnie,
Salieriego duch oblednie nie zawyje.
Ale wbrew nieuchronnosci powyzszego,
Wbrew skolatanej jazni cierpieniu,
Slowa bede rzucal Ci szeptem, jak klody,
Szukajac ukojenia w zmeczeniu.
I kiedy w koncu to requiem mi smetnie zagraja,
Wyciagniesz postrzepionych mysli zwoje,
Ze szkatulki drewnianej zapomnienia,
I puscisz lze, czytajac do Ciebie modlitwy moje.
J. Andre Jeski
Nowy Jork, listopad, 1996 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu bez zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane na drodze prawnej.
" Z NIENAPISANYCH LISTOW DO M"
Bylas przeczuciem wiosny,
Rzeka zamarznieta lodem,
Boginia skrytego czaru.
Trwoga przed Bogiem.
Jestes udreka,
Niespelnionym marzeniem,
Nienapisanym wierszem,
Niezaistnieniem.
Bedziesz cisza o poranku,
Kluczem gesi w locie,
Szeptem kochankow,
Wytchnieniem tesknocie...
J. Andre Jeski
Nowy Jork, 17-go marca, 1997 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu bez zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane na drodze prawnej.
Rzeka zamarznieta lodem,
Boginia skrytego czaru.
Trwoga przed Bogiem.
Jestes udreka,
Niespelnionym marzeniem,
Nienapisanym wierszem,
Niezaistnieniem.
Bedziesz cisza o poranku,
Kluczem gesi w locie,
Szeptem kochankow,
Wytchnieniem tesknocie...
J. Andre Jeski
Nowy Jork, 17-go marca, 1997 r.
Nieupowaznione uzycie powyzszego materialu bez zgody autora stanowi naruszenie praw autorskich i bedzie scigane na drodze prawnej.
KRYZYS SYSTEMU IMIGRACYJNEGO USA
Ciagnace sie tlumy nastoletnich dzieci, naplywajace do USA przez poludniowa granice z Meksykiem spowodowaly prawdziwy kryzys polityczny w USA. Tlumy dzieci z Ameryki Centralnej, glownie z Hondurasu, Gwatemali, Salwadoru czy Nikaragui zaczely naplywac do USA w pazdzierniku ubieglego roku. W pewnej mierze bylo to na pewno spowodowane programem DACA (Deferred Action for Childhood Arrivals), ktorego znaczenie i wydzwiek zostalo przekrecone i wykorzystane przez szmuglerow nielegalnych imigrantow do USA. W luznym tlumaczeniu DACA oznacza Odlozona Akcje w Sprawie Przybylych Dzieci. Program byl pomyslany dla dzieci ktore przybyly do USA przed 16 rokiem zycia (przed 16-ymi urodzinami), i ktore 15-go czerwca 2012 przebywalaly na terenie USA (nieprzerwanie od co najmniej 12-go czerwca 2007 r.) i byly wtedy w przedziale wiekowym 16 do 30 lat (ponizej 31 roku zycia), ukonczyly w USA co najmniej szkole srednia, badz byly jej uczniami (badz odbyly sluzbe militarna w USA), i nie mialy powazniejszej przeslosci kryminalnej. Wszyscy spelniajacy te warunki mieli prawo do otrzymania pozwolenia na prace, numeru ubezpieczen spolecznych i do zwolnienia od deportacji. Oczywiscie, niezrozumienie istoty programu, wykorzystane przez szmuglerow nielegalnych imigrantow, pobudzone nadzieja lepszego zycia w USA, spowodowalo inwazje latynoskich dzieci z poludnia. Problem polega na tym ze kiedy Meksykanow mozna deportowac od razu z granicy, tak dzieci z krajow nie graniczacych z USA nie mozna od razu zawrocic, jako ze maja one przywileje procesowe, ktorych nie maja Meksykanie. Teraz Republikanie obarczaja odpowiedzialnoscia prezydenta Obame, tworce programu DACA, za pomoca prezydenckiego zarzadzenia wykonawczego, a Obama z koleji twierdzi ze winni sa Republikanie, jako ze oni spowodowali zalamanie sie systemu imigracyjnego, poprzez blokowanie glosowania nad projektem reformy imigracyjnej uchwalonym 13 miesiecy temu przez Senat. Dyskusja zaognila sie tydzien temu, kiedy po uzyskaniu informacji od szefa kongresu (Speaker of the House), Boehnera, ze kongres nie zajmie sie imigracyjnym projektem przed jesiennymi wyborami, prezydent Obama zapowiedzial przeprowadzenie reformy imigracyjnej za pomoca prezydenckich zarzadzen wykonawczych. W czasie obecnej wizyty Obamy w Teksasie majacej na celu gromadzenie funduszy wyborczych, Republikanie przypuscili ostry szturm medialny, wytykajac Obamie ze powinien udac sie na poludniowa granice by przekonac sie naocznie o powadze kryzysu huminatarnego na granicy a Meksykiem.
Janusz Andrzejewski, adwokat praktykujacy w metropoli nowojorskiej, pisze na tematy prawne i inne wazne tematy spoleczne. Mozesz skontaktowac sie z nim telefonicznie (212)634-4250 albo przez e-mail: janusz@januszandrzejewski.com
Janusz Andrzejewski, adwokat praktykujacy w metropoli nowojorskiej, pisze na tematy prawne i inne wazne tematy spoleczne. Mozesz skontaktowac sie z nim telefonicznie (212)634-4250 albo przez e-mail: janusz@januszandrzejewski.com
Labels:
adwokat,
attorney,
emigracyjne,
emigracyjny,
imigracyjne,
imigracyjny,
lawyer,
new york,
nowy jork,
prawnik,
prawo
THE INCESSANTLY NOISY VITALITY OF WILLIAMSBURG, BROOKLYN
First time I have visited Williamsburg, then a very raw section of Brooklyn, in the summer of 1981. It was a time of Solidarity movement heyday in Poland, several months before the imposition of martial law by infamous general Jaruzelski. I was then a young student of Jagiellonian University in Cracow, who was lucky enough to have a good aunt in Williamsburg, who invited me for the summer to see New York City. I spent six weeks traversing the boroughs and sections of New York City; everything was so new to me, a student who got for the first time a peak of the United States through his own pair of eyes. Williamsburg of 1981 was quite a scary kind of place. Full of dilapidated factories, with the areas of Kent and Wythe Avenues between Domino Sugar Factories in the south and Greenpoint in north, occupied by vulgar prostitutes and drug pushers. Williamsburg in those bleak years, under the good mayor Koch, was so raw and bleak, that I gladly went back to my native Poland at the end of August of 1981, with hope that Poland rejoined the free world for good. But Jaruzelski was already preparing the implementation of his Martial Law plans. At the last year of my studies at Cracow's Jagiellonian University I was lucky enough to get a visa to the United States, and gladly took off for New York City again. Initially, I stayed with my aunt in Williamsburg again, but after a couple of months I got my own room in Woodside, then I went through other boroughs of New York City, including crossing Hudson and getting my own New Jersey inhabitant experience; I did not have to deal on a daily basis with the scary looking Williamsburg for the next three years. Eventually, I returned to Williamsburg in March, 1989, and since there I was a witness to its slow transformation from the raw, industrial neighborhood (occupied initially in its north side by Italian, Polish and Irish immigrants, and on the south side by Puerto Rican community, and further to the south, by Hasidic Jews), through invasion of artists and musicians in the early 1990, to the present gentrified hipsters capital of the world. I still remember the time when the entertainment in Williamsburg was limited to Johnny Gallagher Ship Mast (featured heavily in Nick Gomez's movie Laws of Gravity which was shot on $20,000 budget yet it went on to win Sundance Film Festival), Teddy's, Charleston and one spot of xxx entertainment. Slowly, during years of Mayor Giuliani, the prostitution disappeared from Kent and Wythe Avenues and from the bank of East River, the wild construction boom was started by all out conversion of the factories into lofts and artists studios, and then developers got their hands on more and more parcels of land, and soon new buildings started to appear like mushroom after summer rains, and obfuscate my view of Manhattan skyline; the Williamsburg I used to know was suddenly in the midst of its conversion into the hipster capital of the world. Now, to get a view of Manhattan skyline, I have to take stroll to the Northside Piers beyond Kent Avenue, on the banks of East River. On the other hand, the area around the Ferry Terminal at Northside Piers became so esthetically pleasing that I do not long much for the raw Williamsburg of early 1990-s. The amount of bars and nightclubs in Williamsburg, tempting the strollers, is staggering though. So good, that I have given up on the night life several years ago! Nowadays, I just wish that the amount of bars and nightclubs could somehow be limited, stopping the hordes from Manhattan and from other sections of Brooklyn, from disrupting our life night after night. And if someone could do something about those construction noise, I would be eternally grateful.
Janusz Andrzejewski is a New York City based attorney, writing on legal as well as other important community topics. You can contact him by telephone (212) 634-4250 or by e-mail: janusz@januszandrzejewski.com
Janusz Andrzejewski is a New York City based attorney, writing on legal as well as other important community topics. You can contact him by telephone (212) 634-4250 or by e-mail: janusz@januszandrzejewski.com
Subscribe to:
Posts (Atom)